Już od kilku dni coraz szerszym echem odbija się informacja o holenderskim, społecznym projekcie ustawy, wg której eutanazji bedzie mógła być poddana w tym kraju każda osoba pow. 70 roku życia, niezależnie od jej stanu psychofizycznego. Ot, po prostu każdy 70-latek, który poczuje się źle sam ze sobą, samotny ew. bojący się starości, chorób czy czujący się ciężarem dla rodziny lub społeczeństwa będzie mógł pójść - jeszcze nie wiadomo dokąd - i poprosić o "uśpienie".

Dosłownie uśpienie - jak u weterynarza.

Patrząc na szerokie poparcie, jakim ów projekt ustawy cieszy się w holenderskim społeczeństwie, odnieść można wrażenie, że ten naród (sic!) w swoim pędzie do nowoczesności i łamania głupich, chrześcijańskich tabu traci elementarny instynkt samozachowawczy. Już dziś media donoszą o starszych Holendrach, noszących przy sobie deklarację życia (dokument, w którym sprzeciwiają się bezpodstawnej eutanazji) czy leczących się w pobliskich Niemczech albo Francji ze strachu przed systemem, w którym najmniejszy problem medyczny, jak choćby utrata przytomności, zaburzenia pracy serca etc. mogą być podstawą do uznania, iż pacjent nie rokuje już nadziei. Oczywiście, wszyscy niebezpieczni idealiści wierzący w szczelnośc systemu eutanazji stale jojczą i szydzą z obaw przeciwników jej stosowania, nie zmienia to jednak smutnego faktu, że dramatyczne nadużycia będą coraz częstsze, w miarę poszerzania warunków stosowania eutanazji. Trzeba być idiotą, by wierzyć - wiedząc, do czego zdolni są ludzie jako gatunek - że teoretyczne ograniczenia zapisane w aktach prawnych powstrzymają kogokolwiek przez zwykłym, choć dobrze zamaskowanym, morderstwem. W Holandii eutanazji poddawane bywają urodzone noworodki, u których zdiagnozowano nieuleczalne choroby! A że gros z nich to po prostu dzieci z zespołem Downa, z defektami aparatu ruchu czy rozszczepem podniebienia, czyli takie, które przy odrobinie dobrej woli mogą pięknie przeżyć życie... Ważne, że wg dobrej, sprawdzonej spartańskiej tradycji nie są godne życia. Moja ciotka, od urodzenia cierpiąca na rozszczep kręgosłupa, chodząca tylko i wyłącznie dzięki metalowym aparatom na nogi, nie załapałaby się niestety "na życie" w nowoczesnej Holandii...

Rację ma prof. Szyszkowska pisząc, że problem eutanazji jest nierozwiązywalny. Pisze to jednak z pozycji wspomnianego niebezpiecznego idealisty, mówiącego tylko o nieszczęśnikach na skraju szaleństwa, ograniczonych brakiem odwagi lub niemożnością dokonania fizycznego aktu samobójstwa. Tymczasem przeciwnikom eutanazji w wersji postępowej - do których ja również się zaliczam - wystarczy wiedza, do jakich dramatów doprowadziła dotychczasowa praktyka w tym zakresie.

Holendrzy, opamiętajcie się...